W opisie ks. Rodzaju odnośnie wieży Babel zauważyć można w miarę prosto, że motywacja dla tego przedsięwzięcia była “czynieniem sobie imienia” (Ks. Rz. 11,4). Chcieli otrzymywać uznanie, pochwały, żeby innym zaimponować swoją pomysłowością i umiejętnościami. Niemal każdy człowiek jest zachęcony kiedy ktoś docenia jego pracę. Natomiast wielu Chrześcijan (w tym liderów) chce otrzymywać wciąż jakieś pochwały i czuć się poprzez to dowartościowanymi za służenie Bogu.
Niedawno, ktoś życzył “mi” dużo osób w Zborze w Nowym Roku. Choć doceniam ideę ponieważ jesteśmy powołani do zwiastowania ewangelii, powód dany w tym życzeniu jest zły. Powinniśmy się cieszyć, jak aniołowie w niebie, gdy jeden grzesznik się upamięta ponieważ człowiek poznał Boga i jego grzechy zostały wybaczone a nie, że my możemy czuć się dowartościowani w służbie. Służenie jest dla Chrystusa a nie dla nas. Zresztą jest napisane:
“Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg. Ten, który sieje, i ten, który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę.“ 1 Kor. 3,6-8
Stwierdzenie “nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg” jest kluczowe. Wielu, choć nie mówią tego otwarcie, szuka dowartościowania w ramach służby. Czują się dobrze jeśli zborownicy i inni duchowni mówią, “super, jest ekstra u ciebie, wow… ten jest namaszczony, itd.” Jeśli ktoś się nawraca czuje się dobrze, jeśli nie, wtedy czuje się źle. Tacy są skłonni ochrzcić nieodrodzonych, żeby tylko statystyka była dobra. Tacy ludzie często porównują się z innymi lub porównują jeden Zbór z drugim, żeby czuć, że “u nich jest najlepiej.” Natomiast, jest to pewna forma “czynienia imienia” dla samego siebie. Natomiast Nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa….tylko Bóg
Pamiętam parę lat temu, słyszałem w kazaniu pastora, w którym publicznie przyznał, że przez wiele lat służył, że budować własne ego choć nie był wcale świadomy tego. Dopiero kiedy doświadczył kryzysu w Zborze i nie miał, żadnego “podbudowywania lub zachęty” ze swojej służby uświadomił sobie, że dotychczas czynił swoje posługi bardziej dla siebie niż dla Boga. Pan chce sługi, którzy są pokorni i zupełnie zależni od Niego. “Działacz”, który zna wszystkie “metody”, często okazuje się oszustem lub brakującym wielu aspektów prawdziwego chrześcijańskiego charakteru w swoim prywatnym życiu.
Czynienie sobie imienia, jest jedną z głównych motywacji świata robienia czegoś, drugą (razem z nią) są korzyści majątkowe. Pycha życia jest czymś bardzo złym, często chowa się w niby “pobożności” lub “służbie” dla Pana. Natomiast jak pleśnie w ścianie, prędzej czy później to wyjdzie na jaw.
“Nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg“
Pastor Krzysiek